Strona główna

Biznes to biznes

2010.04.20 | Tagi: ,

– Gdzie ja pracuję? – zastanawiałem się od wydarzeń z 10 kwietnia („Nikt nie przeżył katastrofy samolotu prezydenckiego”). Nie, nie o konkretną firmę chodzi. Raczej o branżę. A może i w ogóle o media? Rozumiem rolę dostawcy informacji i tego nie neguję, ale niektóre działania mnie nie przekonują.

Specjalne sobotnie i niedzielne wydania gazet, nie tylko informacyjne ale też i pamiątkowe („»Rzeczpospolita« i »Dziennik Gazeta Prawna« rozdawane na ulicach”, „Specjalne wydania »Gazety Wyborczej« i »Metra«”), były znakomitym pomysłem („Miliony egzemplarzy wydań specjalnych dzienników”, „Specjalne wydania gazet rozchodzą się natychmiast”). Nie mam tu jakichś zastrzeżeń. To całkowicie normalne, że w przypadku szczególnych wydarzeń takie wydania gazet po prostu powstają. Żadnego innego dnia redakcje nie osiągają takiego zgrania i wzajemnego zrozumienia. Przygotowanie wydania przypomina wtedy sytuację, do której w niektórych zawodach ludzie przygotowują się trenując latami. Tylko dobrze zgrany zespół potrafi zrobić porządne wydanie specjalne (szczególnie popołudniowe).

Jednakże prasa to nie tylko dostarczanie informacji. To także biznes. I choć może się wydawać, że zszedł on na dalszy plan („Odświeżona »Claudia« ukaże się później”, „Media Regionalne na tydzień żałoby zmieniły politykę reklamową”), to wystarczyło się przyjrzeć zmienionym godzinom pracy biur ogłoszeń i powierzchniom przeznaczonym na nekrologi w gazetach, by zauważyć że to niezupełnie tak. Można jeszcze się pokusić o stwierdzenie, że dzięki drukowaniu w czerni i bieli („Poniedziałkowa prasa zdominowana barwami żałobnymi”) zaoszczędzono pewnie na kosztach druku, ale tę oszczędność, o ile była, pokryły zwiększone nakłady („Dzienniki ogólnopolskie w dniach żałoby zwiększają nakłady”).

Niektórym jednak zwiększone zyski z nekrologów nie wystarczyły. I to mimo tego, że przychody z reklam co najwyżej zostały tylko przesunięte w czasie ze względu na odłożenie w czasie publikacji zamówionych ogłoszeń („Większość gazet zamieszcza już reklamy”). W celu wykorzystania okazji nie cofano się przed żartami i specjalnymi ofertami handlowymi („Ostra krytyka ponurego żartu belgijskiej gazety”, „Niestosowna oferta »Gazety Bankowej«”). Zmieniono plany wydawnicze, a nawet zaplanowano specjalne dodatki („»Fakt« do soboty poświęcony tylko katastrofie pod Smoleńskiem”, „Temat tragedii zdominuje tygodniki opinii”).

Oczywiście napływ informacji każdego dnia wystarczał by planować kolejne wydanie mające specjalny charakter. Mimo to mam wrażenie, że to jednak biznes wygrał w którymś momencie. Pod przykrywką misji informacyjnej, szacunku dla emocji, trochę na tych emocjach zagrano. Mająca kłopoty prasa („Coraz większe spadki na rynku gazet regionalnych”), choć w sensie ogólnym znakomicie wypełniła swą rolę tworząc nierzadko naprawdę ładne i warte zachowania wydania, może już niedługo boleśnie odczuć efekty swojej pracy. Trend spadkowy w końcu pewnie powróci i może się okazać, że kwietniowe wzrosty uwypuklą niekorzystne zmiany w liczbie sprzedanych egzemplarzy. Jeszcze gorzej może być za rok, kiedy podliczając miesiące rok do roku, analitycy nie będą już pamiętać dlaczego w kwietniu 2010 r. była taka sprzedaż i nie pomyślą, że w związku z tym w kwietniu 2011 r. nie może być taka sama. Oberwą wtedy handlowcy, ale i redakcje. Te, które w ostatnich dniach tak ciężko pracowały by elementy czysto biznesowe w gazecie, o ile zaistniały, pozostały w zasadzie niezauważalne.

1 komentarz | « | »

2010.04.20, 11:42
gregre napisał(a):

W mojej redakcji wykorzystano tragedię do wywierania wpływu na innych. „W takiej chwili chcesz się kłócić? Zrób co mówię bez dyskusji” skutecznie zamykało rozmowę. Kondolencje sprzedały się bardzo dobrze i to po znacznie wyższych stawkach niż zwykle. Biznes to biznes.
Zastanawia mnie pęd do „wydań specjalnych”. Przy ogólnopolskich dziennikach czy tygodnikach opinii jestem w stanie to zrozumieć. Mają one przecież wystarczającą wiedzę lub dostęp do niej, autorzy są na tyle wyraźni i znani ze swoich wypowiedzi, że każdy wybierze to co mu pasuje. Nie rozumiem natomiast takich wydań w tym najniższym segmencie terytorialnym czyli gazet małych gmin czy powiatów. Bo co one są w stanie napisać (zakładając, że z danego terytorium nie pochodziła żadna z ofiar). Osoby często mające problemy z jasnym formułowaniem swoich myśli „zabierają” się za pisanie biografii. Stają się specjalistami od katastrof. A wszystko to łatwo „zredagować” po przeczytaniu portali dodając „kilka słów od siebie”. Podpisać się imieniem i nazwiskiem i zgarnąć wierszówkę. Biznes to biznes.

Skomentuj

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <cite> <i> <strong>

Komentarze są moderowane. Mile widziane wpisy wnoszące nowe, ciekawe informacje do tematu lub wskazujące ewentualne błędy merytoryczne.